W tym czasie dzieci chodziły do ​​szkoły. Jeździłem na rowerze bez telefonów. Popołudnie spędziliśmy na świeżym powietrzu, pozostawieni samym sobie. Teraz? Zrób to samo, mieszkając pod „niewłaściwym” kodem pocztowym, a możesz spotkać się z wizytą opieki społecznej nad dziećmi.

Ustawodawcy angażują się w tę sprawę. Albo próbują to zrobić.

Nowa ponadpartyjna ustawa ma na celu ochronę rodzicielstwa w stylu freestyle. Nie mówimy o podejściach skrajnych, ale o „rozsądnych”. Jak zauważa Yahoo News, jest to część szerszej paniki narodowej: czy dusimy nasze dzieci, czy skazujemy je na porażkę? Wybór jest trudny.

Jaka jest istota wniosku? Ustawa o promowaniu niezależności i odporności dzieci. Jej inicjatorami byli Republikanin Blake Moore, Demokratka Jennifer McClellan i Republikanka Virginia Foxx. W swoim komunikacie prasowym po prostu określono swój cel: ochrona rodziców, którzy pozwalają swoim dzieciom na angażowanie się w rozsądną niezależną działalność**. Idź do parku. Graj na zewnątrz bez nadzoru. Wykonuj małe zadania samodzielnie.

Zwolennicy twierdzą, że rozwija odporność. Sceptycy pytają: kto ustala, co jest rozsądne?

Dlaczego teraz?

Czas jest wszystkim. A może to po prostu niepokój.

Rodzice znajdują się pod podwójnym ciosem. Z jednej strony mówi się im, że dzieci spędzają zbyt dużo czasu w Internecie. Z drugiej? Pozwalanie im na poruszanie się w trybie offline jest niebezpieczne. Dodaj do tego aktywistów-rodziców potępiających w mediach społecznościowych „lincze” w lokalnych grupach na Facebooku, aplikacje do śledzenia lokalizacji i ogólną paranoję. Wygląda na to, że wszyscy są obserwowani. Wychowywanie dzieci to obecnie pole minowe.

Ustawodawcy powołują się na rosnący niepokój wśród młodych ludzi. Uzależnienie od ekranu. Ograniczanie niezależnej zabawy. Chcą nowelizacji Ustawy o zapobieganiu krzywdzeniu dzieci i pomocy dzieciom. Chodzi o to, że niezależność dostosowana do wieku nie oznacza automatycznie zaniedbywania obowiązków.

Organizacje takie jak Let Grow już promują ten pomysł. Twierdzą, że niejasne przepisy przyłapują rodziców na robieniu tego, co kiedyś było normą. Niektóre stany przyjęły już takie przepisy. Niech Grow łączy brak zabawy z kryzysem zdrowia psychicznego. Nic zaskakującego.

Co będzie robić to prawo?

Czytać między wierszami.

Nie będzie Cię zmuszał, abyś wypuścił dziecko samo. Nie powstrzyma Cię to od zadzwonienia pod numer 911, jeśli Twoje dziecko zostanie porzucone lub będzie w niebezpieczeństwie. Według biura kongresmana Moore’a ma to na celu wyjaśnienie zasad. A mianowicie brzmi:

Pozwolenie dziecku na udział w zajęciach dostosowanych do jego wieku, w tym na samodzielną zabawę lub chodzenie do sklepu, nie jest uważane za zaniedbywanie lub znęcanie się nad dzieckiem.

To wszystko. Prawie. To tarcza, nie miecz.

Niuanse

Sformułowanie jest szerokie. To jest hak. I pułapka.

Standardy są bardzo zróżnicowane. Dziesięciolatek idący do sklepu na przedmieściach? Norma. Czy tak samo jest w obszarze miasta o dużym natężeniu ruchu/przestępczości? Być może mniej. Zależy od dojrzałości. Stan niepełnosprawności. Dostępność transportu. Dynamika rodziny. To, co dodaje siły jednej rodzinie, przeraża inną.

Jestem rodzicem. Takie decyzje podejmujemy codziennie. Bez konsultacji ze statutami federalnymi.

Ale normy ewoluowały nie bez powodu. Dzisiejszy krajobraz jest inny. Świadomość bezpieczeństwa jest wyższa. Reflektory są jaśniejsze. Jeden błąd i cały Internet się o tym dowie.

A potem następuje sprawiedliwość. Egzekwowanie prawa nie uderza wszystkich jednakowo. Rasa, klasa, położenie geograficzne – wszystko to wpływa na sposób interpretacji „zaniedbania”. Krytycy obawiają się, że prawo ignoruje te uprzedzenia. Prawie wszyscy zgadzają się co do celu: bezpieczeństwo plus niezależność.

Ale gdzie wyznaczasz granicę?

Czy prawo może to zrobić?